BlogPortugalia - Lizbona miasto światła i oceanu
Portugalia - Lizbona miasto światła i oceanu

czwartek, 25 czerwca 2026

Portugalia - Lizbona miasto światła i oceanu

Lizbona to jedno z najstarszych miast Europy Zachodniej, którego historia sięga czasów starożytnych. Już Fenicjanie zakładali tu pierwsze osady, a później miasto rozwijało się pod panowaniem Rzymian, którzy nazwali je Olisipo. Dzięki strategicznemu położeniu nad rzeką Tag i blisko Oceanu Atlantyckiego Lizbona szybko stała się ważnym punktem handlowym i morskim. W późniejszych wiekach miasto przechodziło pod panowanie Maurów, a następnie w 1147 roku zostało zdobyte przez chrześcijan i stało się częścią Królestwa Portugalii. Szczególnie dynamiczny rozwój Lizbony nastąpił w epoce wielkich odkryć geograficznych, gdy była centrum portugalskich wypraw morskich.

Mirosław Choińska

Lizbona

Turyści lubią Lizbonę. Ostatnimi laty stała się jedną z najchętniej odwiedzanych stolic Europy. Pełna XIX-wiecznego uroku, przesycona nostalgią za minionymi epokami chwały, tęskną muzyką, Lizbona drażni, zachwyca, zmusza do powrotów. Jej Piękno jest dyskusyjne, bo nierzadko trzeba je odnajdować w przykurzonych kamienicach, w ciemnych zaułkach. Ale i tak przyciąga Europejczyków i Amerykanów. Ci ostatni rozpoznają na Tagu replikę mostu Golden Gate, Brazylijczycy powracają tu jako do swojej dawnej stolicy. W końcu to Lizbona była kiedyś centrum kolonialnego imperium. Wszyscy przyjeżdżają tu nie tylko ze względu na wyjątkową urodę miejsca, lecz także dla ciągle jeszcze niskie ceny usług i towarów.

Osią Lizbony jest rzeka, choć właściwie to złe określenie. Miasto rozciąga się bowiem na jej jednym brzegu, inaczej niż w innych europejskich stolicach. Po drugiej stronie usytuowane są osiedla-sypialnie. Szeroka delta Tagu może dawać złudzenie, że ocean wdziera się głębokim rozlewiskiem na ląd i zabiera wszystkich, którzy chcą wypłynąć na jego wody.

Krajobraz ten zobaczyli pierwsi rzymianie, kiedy wyruszyli penetrować zachodni brzeg Europy. Legenda sięga głęboko i mówi, że Odyseusz, szukając Itaki, przybył, zamieszkał na gościnnej ziemi i to on założył swoją siedzibę jako pierwszą na tym skrawku lądu. Rzymianie rozpoczęli fortyfikowanie brzegu, które zapewniało kontrolę terytorium, zarówno militarną, jak i handlową. Przez wieki powstałe bastiony chroniły miasto przed wrogiem. Pierwszy pałac i warownię zbudowano na wyższym wzgórzu, które z czasem zyskało imię patrona w. Jerzego. Dzisiaj ze wzgórza rozciągają się malownicze widoki na miasto i ocean. Jego bezkres może tłumaczyć miłość Portugalczyków do dalekich wypraw . A samo wzgórze? Czy dziś znajdziemy oprócz krajobrazów coś jeszcze? Po dawnej twierdzy pozostało niewiele: mury obronne, zarysy komnat, łuku nad wejściem, kamienie, które pamiętają okrutną rzeź, jaka miała miejsce, gdy zdobywano Lizbonę w 1147 roku podczas krucjaty przeciwko Maurom. A poza tym są turystyczne „atrakcje” – obrazki, nie zawsze oryginalne; pyszna kawa, która w Lizbonie nazywa się bika, i skrzeczące pawie. Ponad wszystkim doznamy tam rozmarzenia i nostalgii upalonego dnia.

Zamek św. Jerzego góruje nad dzielnicą Alfama, która częściowo przetrwała tragiczne trzęsienie ziemi z 1 listopada 1755 roku i według licznych opinii jest najbardziej „klimatyczną” częścią miasta. Turyści chętnie zbiegają stromymi schodami, wałęsają się po wąskich uliczkach, które pełne są domów „do remontu”. Alfama ma swoje obyczaje. Fryzjer znajduje się pod ścianą kościoła wprost na ulicy. Za zielonymi drzwiami praczki rozkładają balie na pranie, a dzieci wciąż zamiast piłki używają szmaciaka. Kopią go z ogromnym zapałem. Mieszkańcami Alfamy są głównie ludzie starsi. Dla nich wyśpiewują trele kanarki w klatkach zawieszonych na oknach, a żółty kolor ich piór ma odstraszać od domu złe moce. Staruszkowie siedzą na leciwych ławeczkach pod drzewami pomarańczy, których owoce szokują goryczą. Obok drzewek ujęcia wody ‒ kiedyś gorącej ‒ dzisiaj nienadającej się do picia. Najpiękniej w Alfamie jest w czerwcowe wieczory. Wtedy to Lizbończycy obchodzą święto swoich ukochanych patronów:  Antoniego, Jana, Piotra i Pawła. Po mszach, odpustach i procesjach na placach Alfamy rozkładane są grille, na których smażą się świeże sardynki. Taniec, wino i pieśń Fado rozlega się w okolicach przez wiele godzin. W tęsknej muzyce ukryta jest dusza Portugalczyka ‒ romantyczna, liryczna i melancholijna, ale też pełna ekspresji i fantazji. Potrafiły ją oddać najlepiej Maria Sewera, która zamieszkiwała Alfamę, i Amalia Rodrige, największa diwa tego gatunku.

Najpiękniejszymi budowlami Alfamy są kościoły. Pierwszy to bogaty w złocone ołtarze kościół św. Michała Archanioła, drugi ‒ okazały kościół św. Stafana, ale przede wszystkim katedra i pobliski kościół św. Antoniego. Katedra ocalała z trzęsienia ziemi, które w ogromnym stopniu zniszczyło miasto. Jej mury datujemy na XII wiek. Fasada główna przekształciła dawną bramę miejską w wejście do świątyni. W środku doceniamy surowe piękno wnętrza zaprzeczające konieczności nadmiernej dekoracji. Architekci francuscy Roger i Bernard zbudowali ją jako fortecę o niedostępnych murach, by ludność mogła tu znaleźć schronienie w czasie ataku Maurów. Schronić się pod opieką Boga. W jednej z kaplic katedry znajdziemy XII-wieczna chrzcielnicę, w której, jak podaje tradycja, w 1195 roku został ochrzczony św. Antoni. Kaplica jest zamknięta cenną kratą, a zdobią ją azulejos z epizodami jego życia.

Gdy tylko opuścimy świątynie, pochłania nas hałas ulicy, dzwoni słynny stary tramwaj 28, który mozolnie wspina się na górę, a z ciastkarni S. Antao dochodzi zapach chleba św. Antoniego i pysznych ciastek. Obok trzystuletni cytrynowiec tuż przy wejściu do salazarowego więzienia.

Po wizycie w katedrze pielgrzymi zmierzają do kościoła św. Antoniego, zbudowanego w miejscu jego narodzin. Modlił się tu także „nasz” Papież. Kościół nie jest pierwszą, lecz drugą budowlą postawioną ku czci św. Antoniego. Pierwsza została zmieciona przez trzęsienie ziemi w XVIII wieku, ale zaraz potem rozpoczęto jej odbudowę. Po kataklizmie dzieci Alfamy zorganizowały zbiórkę pieniędzy, starały się też o zarobek, sprzedając potrzebującym chleb za grosik. Wszystkie uzyskane grosiki składały skrupulatnie do skarbonek, które opróżniono na potrzeby odbudowy. Dzisiejszy barokowy kościół jest jednym z najcenniejszych w Lizbonie. Nie do przecenienia są pamiątki, takie jak relikwie świętego i jego figura ocalała z pożogi. Kalendarz codziennych Mszy jest mocno wypełniony, także przez pielgrzymów z Polski, i chociaż brak tu unikatowych dzieł sztuki, to przyciągają wiernych.

Żeby trafić do dzielnicy establishmentu, trzeba przemierzyć całą Lizbonę aż do ujścia Tagu. Tam Manuel I, najpotężniejszy król Portugalii, nakazał wzniesienie klasztoru Hieronimów. Dzisiaj uchodzi on za najpiękniejszą budowlę stolicy i niezrównany przykład stylu manueliańskiego.

Przed XV wiekiem stała tu niewielka kaplica poświęcona Matce Bożej z Betlehem. Modlili się do niej żeglarze przed wypłynięciem na poszukiwanie nowych lądów. Był to ostatni przystanek na ojczystej ziemi. Prosili o pomoc i wstawiennictwo , a po powrocie pamiętali o obietnicach. Po pierwszych sukcesach w eksploracji świata król zarządził postawienie nowej świątyni, dziękując za otrzymaną pomoc. Znakomici architekci Jan Castillo i Diego Boitaca razem z Nicolasem de Chanterenne stworzyli kościół z niespotykam rozmachem. Na portalach pojawiły się liny, węzły marynarskie, egzotyczne rośliny i nieznane Europejczykowi rysy twarzy. Wszystko podporządkowane rygorowi świątyni i klasztoru. Osadzono tu mnichów z zakonu stworzonego przez Manuela I, zakonu hieronimitów, którzy żyli w nim do 1834 roku, kiedy to ‒ także z woli króla ‒ nastąpiła kasata. Dzisiaj jest to tylko muzeum i obiekt używany do celów reprezentacyjnych, ale także Panteon najsławniejszych synów narodu: Vasco da Gamy, Luísa Camõesa, Fernanda Pessoi i rodziny królewskiej.

Tuż obok rozciąga się pełna zieleni, piękna dzielnica willowa, gdzie możemy zobaczyć także ambasadę polską. Oprócz tego wiele ciekawych zabytków, jak choćby wieża celnicza zbudowana przez F. Arruda, zainspirowana architekturą Maroka. Kiedyś umieszczono ją na środku rzeki, ale trzęsienie ziemi zmieniło koryto i dziś jest na jej brzegu. Obok monument odkrywców zbudowany na pięćsetlecie śmierci Henryka żeglarza; centrum kulturalne Belem z pomieszczeniami pozwalającymi na różnorodne artystyczne animacje; piękne muzeum powozów czekające na swoją nowoczesną siedzibę i pałac prezydenta w nieoczekiwanie różowym kolorze. Przede wszystkim zaś, dla łasuchów specjalnie, słynna XVIII-wieczna ciastkarnia oferująca pastel de nata. O ich jakości świadczy kłębiący się przed nią tłumek. Po wejściu do środka niełatwo znaleźć wolne miejsce przy stoliku lub doczekać się kelnera. Lepiej pójść brzegiem Tagu, pomiędzy drzewami fioletowej jacarandy, drzewami pieprzowymi i oleandrami ku otwartej przestrzeni oceanu.

54 lata temu wyrosło jeszcze jedno niezwykłe sanktuarium ‒ Christorei. Powstało z inicjatywy kardynała patriarchy Lizbony, który będąc z wizytą w Rio de Janerio, zachwycił się tamtejszym monumentem Chrystusa i podjął decyzję o postawieniu jego repliki w stolicy. Zrealizowano tę ideę dopiero w 1959 roku w dzielnicy Almada. Stamtąd Chrystus spogląda na miasto i rozpościera ramiona przed wiernymi. Przed Nim imponujący most z czasów Salazara, który łączy wschód kraju z Lizboną. W 2009 roku, na pięćdziesięciolecie konsekracji kościoła, przeszła przed nim wielotysięczna procesja z figurą Matki Boskiej Fatimskiej. Sercem miasta i jego faktycznym centrum jest Avenida de Liberdade. Łączy ona plac Margues de Pombal z placem handlowym i brzegiem Tagu. Główna aleja jest pełna markowych sklepów i modernistycznych budynków. Nie to jednak skusi zwykłego turystę, który najchętniej zatrzymuje się na jej końcu, czyli na placu Rossio. Tam dopiero można chłonąć atmosferę miasta. Sklepiki z wyprzedażami, grille z pieczonymi kasztanami, uliczni grajkowie, nobliwe i wiekowe kawiarnie dające najlepszą bikę, sklepy pełne korkowych produktów, rybiarnie z suszonym dorszem i puszkami sardynek. No i restauracje, gdzie ciągle jeszcze za niewygórowaną sumę można zjeść obiad, przekąskę lub deser. Oczywiście wszystko po portugalsku, wszystko na i w okolicach Rossio. Ci, którzy wolą zwiedzanie, mogą zaś poznać historię pogromu żydowskiego z XVI wieku. Przewrotnie całkiem elegancki teatr jest miejscem, gdzie kiedyś działała inkwizycja. Jej wyroki ogłaszano w niedalekim kościele św. Dominika. Ta XV-wieczna świątynia spłonęła w 1955 roku, pozostała niewielka jej część. Po pożarze zasklepiono sufit i zamknięto kaplice boczne. Całość sprawia niezwykłe wrażenie. Tuż przy wejściu skromna drewniana witryna kryje pamiątki pozostawione przez błogosławioną Hiacyntę ‒ różaniec i chusteczkę. Walorem kościoła jest duch modlitwy wznoszonej przez tłumy wiernych z kręgu tych biednych i odrzuconych. Przed św. Dominikiem tętni życie. Wielobarwny tłum przybyszy z dawnych kolonii omawia bieżące problemy, wymienia wiadomości ze swoich stron. Tu także jest jedno z niewielu w Europie miejsc, gdzie można spotkać pucybuta oraz wprost na ulicy, bez zbędnych konwenansów, napić się znakomitej wiśniówki.

Po przeciwnej stronie Rossio jeszcze jeden ciekawy zabytek. Tym razem jest to winda św. Justyna, której zadaniem jest ułatwienie wejścia na wyższy poziom miasta. Powstała na początku XX wieku w pracowni Gustawa Eiffla, dzięki czemu jest nie tylko funkcjonalna, lecz także piękna. Obecna wygórowana cena za jej użycie odstrasza zarówno mieszkańców, jak i nawet rozrzutnych turystów. Kiedy się jednak zdecydują zafundować sobie tę atrakcję, czeka ich nagroda w postaci pięknej panoramy miasta rozciągającej się z tarasu widokowego widny. W świetle słońca lśnią czerwone dachówki, pachnie gucynia, jacaranda, szumi ocean, a wszystko to przy dźwiękach portugalskiej gitary.