czwartek, 25 czerwca 2026
Barcelona - perła Katalonii
Barcelona, stolica Katalonii, zachwyca połączeniem śródziemnomorskiego klimatu, wyjątkowej architektury i bogatej historii. To miasto, w którym dzieła Antoni Gaudí spotykają się z tętniącymi życiem ulicami, tworząc jedno z najbardziej fascynujących miejsc w Europie.
Mirosława Choińska
BARCELONA – perła Katalonii
Barcelona znajduje się dzisiaj w czołówce ulubionych miast turystycznych. Całe lata czekała na tak duże zainteresowanie, umiejętnie izolowana przez reżim gen. Franco. Przez to, że była słaba gospodarczo, trudno jej było zadbać o rozwój czy też pozwolić sobie na upiększanie miasta. Po architektonicznym boomie z początków XX w. na wiele lat musiała oddać prymat Madrytowi. Dzisiaj to o stolicy Hiszpanii mówi się, że jest mało ciekawa i nudna, a Barcelona, stolica Katalonii jawi się za to jako oryginalna i postępowa. Wyrosła w czasach rzymskich jako port o dogodnym położeniu, była doskonale skomunikowana z Rzymskim Imperium, choć jego stolicą była pobliska Tarragona. Port funkcjonował dobrze i stymulował rozwój miasta. W czasach pierwszych władców Barcelona została obrana na stolicę Katalonii. W jej dziejach możemy odnaleźć historię całego regionu, bo wszystko, co dla niego ważne, koncentrowało się w pałacach i na ulicach miasta, a dowody tego możemy odnaleźć do dziś w dzielnicy Barri Gòtic. Sercem i główną arterią miasta jest dzisiaj La Rambla, ulica długa i bogata w atrakcje. Sama nazwa oznacza „spacer”, więc to od niej zaczniemy spacer po niezwykłej Barcelonie.
Geneza Rambli jest długa. Pierwotnie ulicą płynęła rzeka, którą jednak później osuszono i zaczęto na niej sprzedawać konie. Nic nie pozostało po tamtych czasach, a ulica zyskała dziś miano reprezentacyjnej i jak wszystko w tym miejscu – ma dwie twarze. Niełatwo tu dziś odnaleźć klimaty rodem z Carlosa Ruiza Zafona: ukryte antykwariaty, stare księgarnie, w których patrioci katalońscy walczyli z gen. Franco, czy też urocze zaułki ciemnych ulic kryjących straszne zbrodnie.
W głównym nurcie Rambli królują hałas, kolor i słońce. Wystarczy jednak odejść parę metrów, by dostrzec rzeczywistość tak chętnie opisywaną przez współczesnych pisarzy. W ciągu kilku ostatnich lat również ta zapuszczona część Rambli się zmieniła. Zamiast przechadzać się obok straganów pełnych chińskiej tandety sprzedawanej jako hiszpańskie pamiątki, można trafić do stylowych barów i sklepów. Oryginalny styl – to bardzo pasuje do Barcelony. Targ St. Jose z końca XIX w. jest na przykład piękną żelazno-szklaną konstrukcją, w środku której… turyści z radością odkrywają owoce z całego świata, ryby i inne stwory morskie, smakują mięsiwa i hiszpańskie smakołyki. Tuż za targiem wyłania się inny świat. Kiepskie knajpki zapraszają na tapas za parę groszy i kieliszek soberano. Tanio, hałaśliwie, z mało przyjemnym zapachem.
Zaraz obok następuje kolejna zmiana klimatu. Spacer prowadzi nas do Palacio Virreina. Cichego, ze spokojnym patio i oszczędną dekoracją. Pałac zbudowany w XVIII w. dla małżonki wicekróla Peru, dzisiaj jest pięknie zagospodarowany. Mieszczą się tu instytucje kulturalne i wystawa słynnych gigantos, czyli monumentalnych figur, które przedstawiają króla Don Jaime z małżonką smoka, ale także Chopina z George Sand wypoczywających na Majorce. Nieopodal znajduje się niedawno odbudowany po pożarze teatr operowy, a w dali widnieje 58-metrowa figura Krzysztofa Kolumba wskazującego kierunek, w którym wyruszył na podbój świata.
Przechodząc dalej, zagłębiamy się w Calle Ferro, ulicę prowadzącą do najstarszej części miasta. Jeszcze niedawno była mało ciekawą turystyczną trasą, dziś ozdobiona jest pięknymi latarniami w stylu Gaudiego. Partery domów zamieniono na butiki z oryginalnymi katalońskimi produktami. Od sandwicza począwszy, na pięknych ubraniach skończywszy – wszystko jest tu najwyższej jakości. Pnąc się leciutko w górę, docieramy do placu św. Jerzego, gdzie umiejscowiono władze prowincji i miasta. Tradycja głosi, że już Rzymianie mieli tu Forum Romanum, do dziś jest podtrzymywana, gdyż jest to główny plac dla uroczystości lokalnych. 23 kwietnia gromadzą się tutaj mieszkańcy na święto swojego patrona Jerzego i zgodnie z obyczajem obdarowują się książkami, by podkreślić intelektualne ambicje Katalonii.
Z placu św. Jerzego niedaleko już do katedry. Zanim tam jednak dotrzemy, warto powłóczyć się krętymi, dusznymi uliczkami, tym bardziej, że oprócz dźwięków gitary możemy znaleźć cenny portyk z czasów cesarstwa. A gdzie? Tę tajemnicę pozostawimy bez odpowiedzi. Zaprowadzi nas doń intuicja odkrywcy.
Św. Eulalia to patronka barcelońskiej katedry, budowanej od końca XII w. właściwie aż do czasów współczesnych – dopiero w XIX w. położono ostatnie niedokończone fragmenty fasady. Koszty tych prac pokryło całe społeczeństwo, jednocząc się we wspólnym działaniu. W tym niezwykłym wnętrzu znów przemówi do nas historia. Umieszczono tu nagrobek hrabiego de Berenguera, który jako pierwszy scalił Katalonię. Jest tu Chrystus ukrzyżowany; tę figurę zabrano ze sobą pod Lepanto. Są tu herby rycerzy „Złotego Runa” zwołanych przez Karola V w XVI w., no i piękny alabastrowy nagrobek św. Eulalii. Równie wspaniały jest wirydarz z licznymi kaplicami poświęconymi najważniejszym świętym, a także cicho szemrzącą fontanną. Głośniejsze jest stadko gęsi żyjące pośród zieleni, które ma przypominać nam czystość męczennicy Eulalii, która zginęła za wiarę w IV w. Otoczenie katedry podaruje nam kolejną lekcję historii. Błądząc wśród starych murów, odnajdziemy piękne arystokratyczne pałace, które kryją archiwa muzealne i cenne eksponaty, ale także urocze patia.
Granicą tej dzielnicy jest Via Laietana, za którą wchodzimy do miasta rzemieślników. Ulice złotników, szewców, wytwórców łodzi prowadzą nas do następnej świątyni – Santa Maria del Mar. Patronka tego kościoła miała strzec rybaków i żeglarzy. Bicie dzwonów powiadamiało o ich szczęśliwym powrocie. Czasem biły one też, gdy w mieście wybuchł pożar. Kościół budowany był w XIII i XIV w. i jest ciekawy architektonicznie ze względu na swe bliźniacze wieże. Ich niebywałą wysokość osiągnięto poprzez nakładanie kolejnych elementów o coraz mniejszej podstawie. Rozwiązanie to jest unikalne na skalę europejską.
Obok kościoła znajdujemy pierwsze bary należące do dzielnicy Barcelonetta. Podaje się tu przede wszystkim ryby i owoce morza serwowane na najróżniejsze sposoby. Lokale umieszczone są w starych murach, co nadaje im specyficznego klimatu, a że gust Barcelony jest wyrafinowany, możemy cieszyć się ucztą i dla ciała, i dla ducha.
Tuż za „Barcelonettą” możemy odpocząć w otoczeniu zieleni, w słynnym ogrodzie botanicznym Ciutadela. Jest on znany również ze swojego ZOO, w którym mieszka wyjątkowy biały goryl. W XVIII w. Filip V zbudował tu kazamaty i więził katalońskich patriotów sprzeciwiających się dynastii Burbonów, która po wojnie o sukcesję zasiadła na hiszpańskim tronie. Na przekór historii umieszczono tu dzisiaj parlament kataloński. Region uzyskał szeroką swobodę i autonomię, choć walkę okupił przez wieki krwią. Tradycje parlamentarne są tu bogate, bo Katalonia bardzo wcześnie zaczęła rządzić przy pomocy kortezów, które strzegły praw i przywilejów obywateli. Represje, jakie dotykały region zarówno w czasach Filipa V, jak i gen. Franco, nie pokonały dumnych Katalończyków. Gdy zabroniono używać regionalnego dialektu, układano w nim ludowe pieśni. Kiedy zabroniono ich śpiewać, ludzie tańczyli słynną sardanę, wyrażając nią swoją dumę i niezłomność. Ćwicząc castellony, pokazywali, że mają sprawne ciała i są w stanie wiele wytrwać. Do dzisiaj możemy zobaczyć sardanę i castellon, które weszły do kanonu zabaw świątecznych. W parku Ciutadela możemy skryć się przed słońcem wśród dziesiątek egzotycznych roślin, fontann i sadzawek, niektórych stworzonych przez samego Gaudiego.
Z prawdziwym geniuszem tego twórcy spotykamy się na północy miasta, w słynnym parku Güell. Stworzone na polecenie finansisty i biznesmena osiedle mieszkaniowe miało gromadzić ekskluzywne wille w otoczeniu bliskiej przyrody. Projekt nie został ukończony z powodu braku funduszy, ale także i Gaudi przeniósł swoje zainteresowania. To, co pozostało daje dziś okazję do zrobienia najładniejszych „fotek” z miasta. Osiedle położone na wzgórzu otwiera piękną panoramę na morze i całą aglomerację. Spacerując pośród kolorowych kwiatów, spotykamy „kafelkowe” rzeźby: jaszczurkę, ławeczkę z wygodnymi, anatomicznymi siedziskami, z amfiteatru pełnego greckich kolumn dobiegają znane dźwięki gitary. Wrażenia niezapomniane.
Największe, również nieukończone dzieło Gaudiego to oczywiście Sagrada Familia – centrum innej dzielnicy, Example. Jej dwanaście wież dominuje nad panoramą Barcelony. To dzieło, którego wspaniałości nie da się opisać w kilku zdaniach. Antonio Gaudi pracował nad nim czterdzieści ostatnich lat swojego życia, i zdołał pozostawić tylko jedną z trzech zaplanowanych fasad. Jego następcy niestety nie dorównują wyobraźnią mistrzowi, a próby ukończenia świątyni budzą wielkie kontrowersje. Koncepcja i kształt kościoła mają wyraźne odwołania gotyckie, wynikające z oczarowania epoką wielkiego architekta. Umiłowanie żelaznych ozdób wynikało z fascynacji pracą kowala, którym był ojciec Gaudiego. Artysta pracował z naiwnością dziecka, jak klocki składał poszczególne elementy i dobierał kolory. Już w założeniu budowla charakteryzowała się dużą dowolnością i przyzwoleniem na zmiany, tym bardziej, że Gaudi zakładał wykonanie własnoręcznie wszystkich rzeźbiarskich detali. Pewnie i tak nie starczyłoby mu życia na tak monumentalne dzieło, jednak szansy na ukończenie budowli pozbawił go nieszczęśliwy wypadek. Choć niepełna i ciągle w budowie, Sagrada Familia jest wystarczającym powodem, by przyjechać do Barcelony. Niektórzy twierdzą, że cała reszta nie jest tyle warta, ile ta jedna świątynia.
Po drugiej stronie miasta, blisko ciągle aktywnie działającego portu piętrzy się wzgórze Montjüic. W przeszłości była to doskonała baza do wypatrywania wroga, dlatego też miejsce okupione zostało krwią walczących o wolność. Współcześnie należy do sportowców i artystów. Na olimpiadę w 1992 roku wybudowano tu reprezentacyjny stadion i pływalnię oraz znicz olimpijski. Na wzgórze możemy dostać się tradycyjna ulicą lub wsiąść w porcie w kolejkę linową, która kończy swój bieg na wzgórzu.
Jakaż stąd panorama!
Widok na Plaça d’Espanya ze wspaniałym muzeum katalońskim – Palacio Nacional. Wieczorami tańczą przed nim kolorowe fontanny w rytm muzyki. Spektakl uwielbiany jest przez turystów i gromadzi tłumy w letnie gorące wieczory. Tuż za pałacem znajduje się „Hiszpania dla leniwych”, czyli zbiór makiet prezentujących najważniejsze zabytki. Jest co oglądać i to niewielkim nakładem kosztów. Ostatnią atrakcją, jaką napotykamy na wzgórzu, jest muzeum Joana Mirò wraz z fundacją jego imienia, której zadaniem jest prezentowanie dzieł katalońskiego artysty i aktywizacja działań kulturalnych w Barcelonie.
Czy mało jest więc powodów by odwiedzić to miasto? Może już dziś zaplanujcie weekend w stolicy Katalonii – bardzo hiszpańskiej, a jednocześnie bardzo od Hiszpanii odmiennej – Barcelonie.
Mirosława Choińska
